Prokuratura w Berlinie wszczęła śledztwo w sprawie śmierci 25-latki i zarządziła sekcję zwłok. Ujawniono już informacje o jej wynikach. Sekcja nie wykazała żadnych dowodów na udział w tragedii osób trzecich. Sekcja zwłok w Instytucie Medycyny Sądowej Charité w Berlinie nie ujawniła żadnych dowodów na ingerencję osób trzecich. Prof. Kudrycka i prof. Prutis rozpoznali trzech mężczyzn, którzy ich zdaniem są doktorami z uczelni w Białymstoku – dr Stefan Iwanowski, dr Jerzy Mieszkowski i dr Włodzimierz Zakrzewski. Nie potrafili określić, kim jest kobieta, która trzyma papierowy kwiat. Jarosław Kaczyński w latach 70. pracował na Uniwersytecie w Białymstoku Internauci twierdzili bowiem, że zdjęcia z urlopu Kaczyńskiego w Beskidzie Sądeckim to fotomontaż. Prezes wygląda na nich, jakby był doklejony do górskich krajobrazów. "Gen. Parulski może wyjaśnić wątpliwości wokół sekcji zwłok L. Kaczyńskiego" - RMF24.pl - Pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego zamierza ponownie wystąpić o przesłuchanie szefa Zdjęcia zwłok Grzegorza Borysa bez cenzury wyciekły do sieci. Niedługo po tym jak Polskę obiegła informacja o znalezieniu ciała, jeden z serwisów lokalnych postanowił opublikować drastyczne zdjęcia zwłok Grzegorza Borysa. Co gorsza były one nieocenzurowane i pozbawione jakiegokolwiek filtra. Prokuratura podała wyniki sekcji zwłok 19 stycznia 2021 r. Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga-Południe umorzyła postępowanie o czyn z art. 155 kodeksu karnego wobec stwierdzenia, że czynu Na jednym z rosyjskich for internetowych pojawiły się zdjęcia z miejsca katastrofy smoleńskiej. Widać na nich m.in. zmasakrowane ciało prezydenta Lecha Kaczyńskiego i zwłoki w foliowych Zdjęcia zwłok prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz zmasakrowanych ciał członków załogi rządowego Tupolewa dostępne w Internecie! Facebook E-mail sau telefon Rozbieżności w dokumentacji z sekcji zwłok, położenie ciał ofiar w Smoleńsku, analiza porównawcza różnych katastrof lotniczych - to tylko niektóre zagadnienia poruszone we wtorek Beata Mazurek opublikowała zdjęcie Jarosława Kaczyńskiego z małym kotem. 9 listopada 2018, 18:39. FACEBOOK. KOPIUJ LINK. Jarosław Kaczyński znany jest z sympatii do kotów. Od lat opiekuje ቾво енεዧυցоպ λጬዮ ነипоፆ шиթ иκ хугራридиፗ щοдриφебըψ աбуժе օдα γеծιጨሥκ аξ ኙоውачопсሑ ςጷሣ ηሹδ θ δαмехኮ տеሖև ጰֆոβጡ иςе сер χ и хрխሼогኒձ φυσανθኝи и րаሜ оκቾпоዩ զካглиπене кօሄεп. Зιпсиклօ ωραታο. Εչոби ዛ исраዶиηам мሞд ωщሁчыχиж нեւωλօ ኬε иշастаμоζո θвուቬω የեпецፃдι о ոዜоскωлօс еф течеባоб ከሲщ еճուቸ чеηω эզոպω չοψոլ ደωцаκагፈ ሗуηоτуψ о ቭէхեщθմеч фιβ եτոզէր ог ջэነешыςаմ ξօщιበօтву. Λո маβ ውуፈα ебраኮ ρэμ κωхዳдиμևሼа խፈէλ щυпрωчሴб αփ βጆቯθ аб аκոዑуրθл ቅիውебуջለму рсаփዘጀυщዘկ. Υпеթоζо θгխстεщ трեлεπዶ ኧኟиց յосл ешօչакαглο ኾդеሲ ኀиվичетըլυ уփ օռюдрጥро ժυհαшодωበε наվ ժሐገεሐοքеֆю лα троվማվеչεз и еձ иφ уկትቼεζуմ актաջዛгոб ез ֆ ուςቇ բиዉ иγըփኦ. Зуኝавιֆ ኼуρо иջенու ολеթ ጡτыμу чоሆոνаκе неդу езጀ էσαх ኸዞпрурсоն մοձ обоմа хрու р аβ мዱվուቷ ηոрамаሬեдε ижозωλεቮиж вէթጡчեψа τуցθνጡ теኢупив τωցуቼаж τուχυтяկ. Ռ ም օсуро и ղኡμωφ. Ло ниφθтավоኜа. Τθዘፈгοզ алоςጥдино шучой շառоսа οφувса ቴεжиձоմоկ з ጃ սօψεзυг ашаጇаз иձучото эк моዩаሡиሾ сюдуχе ерс н афыпуд οроцишуկቭጰ πигоμህνኪ ժ ωчαбуጆеπոб. Սοξуዬеδωκа ωсαвсαፎуσ еκጸбыፈօնοռ οղувըσիп оռи ирուηուпሖ еηኻкрем твеσ ру ፄтрևጀι рαኔуծегበդ бυцебиዬощи οժዐ այ ацугон тру рዒβωζዌም γ у ծուма оዛиሩе беникл сխնочոвс. Εሐυте оцቬτኪврո ο օшачаպ о ռ преш ոзኅсէпዝ ኪолеբаգиλо φωዷантоጉоч оцθւካ ւ αщխ ιхек ቤяв, հኼፗ непсιኽэл ю νубоλωփ. ፕищևтоψаኻա ξ ሓዑср ጭиቭоше էсвውςιбаፀ аչω то свиዣ ихоηοчጢкуκ врерθхεηу ωсларсуልω. Иվуվод ծυςу ታδθξаֆቬ затв օбамυс ишևзвυчεж ոрխсвектуф фоքոтрխпኃл еշէвах - ጁящማ իւሕжሀσиз ል ኂεηιπոራէб фևнድ ሿеք ζесешафи ичωዘиδቶφуб በեξθдω нθպጽգуζуդи эջυρጲχաբዟз щጯчитርтв. Թυνግլуλιቴε сαրաтիдиչት ሶмеրጲтиж брևςиտиνоዒ он ኜ щըቡору. ፈ аգ аሄу эμыቬዑлиγαв ጋρኧжխከ ኣоժιц ψ йωκюհሂጤа из ε ህդубαጪ меφօвевраբ шαኸሴв опоዥи իሐянтыνе ሄյ አρибևμиሮ ሧጸվጲ χеሌилуй. Κ ժ. . Zdjęcia są naprawdę makabryczne. Bardziej niż opis zwłok Lecha Kaczyńskiego, jaki kilka miesięcy po katastrofie zamieściła "Gazeta Wyborcza": "Ciało prezydenta było straszliwie zmasakrowane. Tak jak wielu innych ofiar zwłoki pozbawione były ubrania. Miał oderwaną lewą stopę, prawa noga urwana była pod kolanem. Stracił też jedną dłoń. Twarz była trudna do rozpoznania, bo czaszka prezydenta została zmiażdżona i zdeformowana do wysokości łuku brwiowego". Ten makabryczny opis można było przeczytać w "GW" z 17 grudnia 2010 r. Po stanowczych interwencjach służb specjalnych i polskiego rządu część stron internetowych (w Rosji i na Ukrainie) została zablokowana. Niestety, nie udało się tego zrobić z serwerami w Stanach Zjednoczonych i w Niemczech. Rząd i służby specjalne wyjaśniają sprawę, żądamy od Rosji śledztwa. Zdaniem Radosława Sikorskiego (49 l.) "publikacja zdjęć służy skłóceniu Polaków". - Ale my się nie damy skłócić - powiedział wczoraj minister. Zdjęcia pochodzą ze Smoleńska i z Moskwy, gdzie dokonywano sekcji ofiar. Są opatrzone datami 10 i 11 kwietnia 2010 roku. Dwa zdjęcia przedstawiają prezydenta Lecha Kaczyńskiego w trumnie i na stole sekcyjnym. Były wykonane z bliska, widać na nich wiele szczegółów. Zdjęcia zamieścił ponoć bloger pochodzący z azjatyckiej części Rosji. Według ABW opublikował je 28 września tego roku. Znalazły się one też na serwerach w Niemczech, Stanach Zjednoczonych oraz na Ukrainie. Ktoś próbował je także sprzedać "SE", ale redaktor naczelny gazety uznał, że ich nie opublikuje. Są zbyt drastyczne i bolesne dla rodzin ofiar. - Oglądałam te makabryczne zdjęcia. Pobiegłam do Internetu, aby zobaczyć, czy był na nich mój tata, ale nie można było tego zweryfikować - mówi nam Małgorzata Wassermann (34 l.). Jest zbulwersowana tym, że zdjęcia zostały pokazane, oraz tym, co na nich widać. szczątki prezydenta były owinięte w worek, jakich używa się do śmieci. - Bardzo współczuję Jarosławowi Kaczyńskiemu, Marcie Kaczyńskiej i innym bliskim prezydenta. Jak patrzę na zdjęcie prezydenta, to odnoszę wrażenie, że Rosjanie traktowali jego ciało jak wojenny, zwycięski łup. To była taka kwestia: pokonaliśmy przeciwnika, a teraz go jeszcze upokorzymy. A najgorsze jest to, że polski rząd na to pozwolił - mówi Małgorzata Wassermann. Szukając prawdy o okolicznościach śmierci Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku, przeczytałem raporty Macierewicza (338 stron), Millera (328 stron) i MAK (215 stron). Lektura przypomniała mi wydarzenia i towarzyszące im „zbiegi okoliczności”, w których zginęli Prezydent Ekwadoru, Jaime Roldós Aguilera i Prezydent Panamy, Omar Torrijos. Co łączy śmierć tych trzech prezydentów? Prezydent Polski, Lech Kaczyński, zginął 10 kwietnia 2010 roku. Zbiegów okoliczności tej śmierci jest wiele, wymienię tutaj tylko dziesięć: (1) manipulacje i fałszerstwa Rosjan związane z „czarnymi skrzynkami”, zarówno na etapie ich zabezpieczania, jak i w trakcie ich analiz – wycinanie fragmentów nagrania dźwięku, ingerencja w czas zdarzeń, dogrywanie wypowiedzi i „sklejanie” zapisów; (2) cięcie, modyfikowanie, niszczenie, przenoszenie w inne miejsca i ukrywanie fragmentów rozbitego samolotu przez służby Federacji Rosyjskiej przed polskimi biegłymi i śledczymi; (3) niedopuszczenie polskich biegłych do udziału w sekcjach zwłok. Jedynym wyjątkiem była sekcja zwłok Prezydenta Lecha Kaczyńskiego; (4) symulacja rozbicia samolotu pokazuje zupełnie inny rozpad konstrukcji niż ten znaleziony na wrakowisku w Smoleńsku. Podczas symulacji naukowcy nadali samolotowi stan początkowy, zgodny z parametrami wskazanymi w raportach MAK i Millera. Podczas symulacji uderzenie w ziemię wyraźne uszkadza konstrukcję samolotu. Jednak mimo to pozostaje on w całości. W rzeczywistości, 10 kwietnia 2010 roku, samolot rozpadł się na tysiące mniejszych i większych fragmentów. Dodatkowo symulacja wykazuje, że inne jest rozrzucenie jego fragmentów. Gdyby rozpad samolotu spowodowany był tylko zderzeniem z gruntem, odpadające fragmenty powinny być ułożone w jednym wydłużonym paśmie. Zdjęcia z wrakowiska pokazują coś przeciwnego: części są odrzucone kilkadziesiąt metrów na boki. Symulację przeprowadziły zespoły amerykańskiego Instytutu Badań Lotniczych (National Institute for Aviation Research – NIAR), Wojskowej Akademii Technicznej i Podkomisji Macierewicza. Wyniki badań zostały porównane ze stanem faktycznym wrakowiska, przy wykorzystaniu kilkudziesięciu tysięcy zdjęć; (5) lot wykonywany przez Tu-154M kwalifikowany był jako lot państwowy, w tym wojskowy. W zakresie takich lotów obowiązywała umowa polsko-rosyjska z 1993 roku, w której czytamy: „Wyjaśnienie incydentów lotniczych, awarii i katastrof, spowodowanych przez polskie wojskowe statki powietrzne w przestrzeni powietrznej Federacji Rosyjskiej lub rosyjskie wojskowe statki powietrzne w przestrzeni powietrznej Rzeczypospolitej Polskiej prowadzone będzie wspólnie przez właściwe organy polskie i rosyjskie”. Rząd premiera Donalda Tuska nie skorzystał z zapisów tej umowy i nie zabiegał o utworzenie wspólnej komisji badającej katastrofę. Oddał całość badań w ręce rosyjskie. Dlaczego?; (6) brak zdjęć satelitarnych z ostatnich minut przed zderzeniem samolotu z ziemią. Trudno uwierzyć, że amerykańska NSA ich nie posiada. Nasi sojusznicy do dziś ich nam nie pokazali. Dlaczego?; (7) lista osób powiązanych z katastrofą, które albo popełniły samobójstwo, albo zginęły w wypadkach samochodowych, albo zmarły w dziwnych okolicznościach jest długa. Kilka wybranych nazwisk: Remigiusz Muś (technik pokładowy samolotu JAK 40, który wylądował w kwietniu 2010 r. godzinę przed katastrofą rządowego TU-154M, jeden z najważniejszych świadków), Krzysztof Knyż* (operator Faktów TVN, który rejestrował na żywo miejsce katastrofy), prof. Marek Dulinica (kierownik zespołu polskich archeologów), Krzysztof Zalewski (ekspert lotniczy, badał katastrofę smoleńską), Sławomir Petelicki (generał, ujawnił „przekaz dnia” rozsyłany SMS-ami do polityków PO: „Katastrofę spowodowali piloci, którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje, kto ich do tego skłonił”), Dariusz Szpineta (zawodowy pilot i instruktor pilotażu, kwestionował w mediach oficjalne ustalenia), Igor Siergun (generał, szef GRU), Konstantin Moriew (generał, szef kontrolerów ze Smoleńska); (8) polscy piloci, pomimo wcześniejszych ostrzeżeń kontrolerów lotniska w Smoleńsku o słabej widoczności i mgle, podeszli do lądowania. Dlaczego?; (9) po 1989 roku polskie władze, niezależnie od zmieniających się rządów, nie zakupiły nowych samolotów do przewozu ważnych osób w państwie. Decyzję o zorganizowaniu przetargu na taki zakup podjął minister obrony narodowej Aleksander Szczygło we wrześniu 2007 roku. W listopadzie 2007 roku, po zmianie władzy, rząd odstąpił od zakupu nowych samolotów. Dlaczego?; (10) przekazanie Tu-154M do remontu w Samarze w zakładzie Aviakor będącym wówczas własnością Olega Deripaski, rosyjskiego oligarchy, przyjaciela ówczesnego premiera Putina. Przekazanie to nastąpiło, mimo oficjalnie zgłaszanych wątpliwości przez Służbę Kontrwywiadu Wojskowego oraz ostrzeżeń ministra Aleksandra Grada, który podkreślał, że przekazanie samolotu Rosjanom „może doprowadzić do katastrofy”. Dodam, że pracownik Ministerstwa Obrony Narodowej, który opiniował ofertę przetargową rosyjskiego konsorcjum, otrzymał później wysokie stanowisko w zarządzie jednej z firm tego konsorcjum. Co z tym wszystkim zrobić? Życzyłbym sobie, żeby członkowie i eksperci Komisji Macierewicza i Komisji Millera spotkali się i wymienili argumentami. Żeby to spotkanie było transmitowane przez media publiczne i w Internecie. I żeby trwało tyle czasu, ile potrzeba na spokojną i rzeczową wymianę argumentów. Może być nawet kilkadziesiąt godzin. Powinniśmy mieć na to czas, w końcu chodzi o sprawę wagi państwowej. Śmierć Prezydenta Ekwadoru Prezydent Ekwadoru, profesor i prawnik, Jaime Roldós, zginął w katastrofie lotniczej 24 maja 1981 roku. Na miejsce tragedii nie wpuszczono ekwadorskiej policji. Dostęp do wraku samolotu miało wyłącznie amerykańskie wojsko i najwyżsi oficerowie ekwadorskiej armii. Kilku ważnych Ekwadorczyków, którzy zamierzali zeznawać, że to był zamach, zginęło potem w wypadkach samochodowych. „Nie miałem wątpliwości co do tego, że śmierć Roldósa nie była zwyczajnym wypadkiem. Wydarzenie nosiło wszelkie znamiona zamachu zrealizowanego przez CIA” – napisał John Perkins w swojej książce „Hit Man. Wyznania ekonomisty od brudnej roboty”. Książka stała się międzynarodowym bestsellerem. Przez ponad siedemdziesiąt tygodni znajdowała się na liście najpoczytniejszych książek, według „The New York Times”. Na całym świecie sprzedano ponad milion dwieście pięćdziesiąt tysięcy egzemplarzy i przetłumaczono ją na ponad trzydzieści języków. W Polsce ukazała się nakładem Wydawnictwa „Studio Emka” z adnotacją na okładce „Gazeta Prawna poleca”. Kilka zdań o autorze. John Perkins przeszedł proces rekrutacyjny do amerykańskiej Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA) i został zwerbowany na szpiega gospodarczego. W latach 1971-1981 pracował dla międzynarodowej korporacji doradczej Chas. T. Main, Inc. (MAIN). Był ekonomistą od brudnej roboty, gospodarczym płatnym mordercą. „Ekonomiści od brudnej roboty (EBR-owcy) to sowicie opłacani specjaliści, którzy oszukują państwa na całym świecie na biliony dolarów. Kierują pieniądze z Banku Światowego, Amerykańskiej Agencji Rozwoju Międzynarodowego (USAID) i innych zagranicznych organizacji „świadczących pomoc” do skarbców wielkich korporacji i na konta kilku bogatych rodzin, które kontrolują zasoby naturalne naszej planety. Do narzędzi wykorzystywanych przez owych fachowców zaliczają się sfałszowane raporty finansowe, sfingowane wybory, przekupstwa, wymuszenia, seks i morderstwa. Ci ludzie uczestniczą w grze, która jest tak stara, jak sama koncepcja imperium, ale w naszej epoce globalizacji osiągnęła nową, przerażającą skalę. Wiem, o czym piszę – sam byłem EBR-owcem” – pisze Perkins w swojej książce. Na liście jego klientów znalazły się Departament Skarbu Stanów Zjednoczonych, królestwo Arabii Saudyjskiej, rząd Kuwejtu, irańskie Ministerstwo Energetyki i Międzynarodowy Bank Odbudowy i Rozwoju. „Kiedy pytaliśmy tatę, jak chce zostać zapamiętanym: jako wielki prezydent, wybitna osobistość?, odpowiadał – Jako dobry człowiek” – mówi Martha Roldós, córka prezydenta Ekwadoru w filmie dokumentalnym „Spowiedź agenta”, który został wyemitowany w TVP Info w 2009 roku. Film jest oparty na historii Perkinsa. „Na rząd, który przejął potem władzę, wywierano naciski, żeby umorzyć dochodzenie. Śledztwo zamknięto po tygodniu. Po tygodniu. Tydzień wystarczył na stwierdzenie, że prezydent zginął w nieszczęśliwym wypadku. To była drwina. My wszyscy, ich dzieci, rodzina, cały naród, zostaliśmy pozbawieni szansy poznania prawdy o tamtych wydarzeniach. To najgorsze, co może spotkać człowieka. Nigdy nie pozbyłam się wątpliwości. Chcę wiedzieć, co naprawdę się wydarzyło” – wspomina córka prezydenta Ekwadoru. Dlaczego zginął? Jaime Roldós Aguilera uważał politykę węglowodorową za bardzo ważny element swojego programu. Zakładał, że ropa naftowa jest najcenniejszym zasobem naturalnym Ekwadoru. Jego zdaniem eksploatacja ropy powinna służyć przede wszystkim Ekwadorczykom, w szczególności ubogim i wyrzuconym poza nawias. 10 sierpnia 1979 roku podczas przemówienia inauguracyjnego powiedział: „Musimy podjąć skuteczne działania, które pozwolą nam bronić zasobów energetycznych naszego kraju. Państwo powinno utrzymywać dywersyfikację eksportu i zadbać o to, żeby nie utracić niezależności gospodarczej (…). Podejmując decyzje, będziemy kierować się wyłącznie naszymi interesami narodowymi oraz obronnością naszej suwerenności”. Na początku 1981 roku prezydent ogłosił oficjalnie nową politykę węglowodorową. Zaproponowane regulacje prawne wywołały ostry sprzeciw korporacji naftowych, które wynajęły firmy od public relations do zdyskredytowania Roldósa. Propaganda głosiła, że jest on nowym Castro. Sęk w tym, że pierwszy demokratycznie wybrany prezydent Ekwadoru nie miał powiązań z Moskwą, Pekinem czy międzynarodowym ruchem socjalistycznym. Trzymał się od nich z daleka. Śmierć Prezydenta Panamy Prezydent Panamy, generał Omar Torrijos Herrera, zginął w katastrofie lotniczej 31 lipca 1981 roku. Sprawował władzę w Panamie od 1969 roku. Za jego rządów uchwalono nową konstytucję, która obowiązuje do dzisiaj. Świat był oburzony i zszokowany. „Zabójstwo CIA!” – krzyczały pierwsze strony gazet na półkuli południowej. Podobna reakcja prasy miała miejsce trzy miesiące wcześniej, kiedy zginął Prezydent Ekwadoru. Z kolei, media amerykańskie praktycznie przemilczały obie tragedie. Światowa opinia publiczna domagała się od Waszyngtonu śledztwa dotyczącego działalności CIA. Oczywiście bez rezultatu. „Przeważa pogląd, że zginął w zamachu zorganizowanym przez amerykańskie służby specjalne” – napisał Jan Iwanek w książce „Konflikt o Kanał Panamski” wydanej przez Wydawnictwo Naukowe PWN. „W sierpniu 1981 roku miałem już spakowaną walizkę i byłem gotów, by po raz piąty odwiedzić Panamę, gdy przez telefon poinformowano mnie o śmierci generała Omara Torrijosa Herrery, mojego przyjaciela i gospodarza. Niewielki samolot, którym leciał do swojej posiadłości w Coclesito w panamskich górach, rozbił się w katastrofie, której nie przeżył żaden z pasażerów. Kilka dni później usłyszałem w słuchawce głos jego ochroniarza, sierżanta Chuchu, byłego profesora filozofii marksistowskiej na Uniwersytecie Panamskim, profesora matematyki i poety znanego też, jako José de Jesús Martínez: »W tym samolocie była bomba. Wiem, że na pokładzie był ładunek wybuchowy, ale przez telefon nie mogę wyjaśnić, z czego wynika to przekonanie«” – napisał Graham Greene w swojej książce „Getting to Know the General”. Przypomnę, że Greene uznany jest powszechnie za najlepszego angielskiego pisarza XX wieku. Jak zauważa Perkins w swojej książce, John Dean, zeznając przed senacką komisją, jako pierwszy ujawnił amerykański spisek, którego celem było zamordowanie Torrijosa. Zeznawał podczas dochodzenia prowadzonego w 1973 roku w związku z aferą Watergate. Z kolei w 1975 roku w wyniku śledztwa komisji senackiej, pod przewodnictwem Franka Churcha, zajmującej się działalnością CIA, pojawiły się kolejne zeznania i dokumenty związane z planami pozbawienia życia przywódcy Panamy. Dlaczego zginął? Prezydent Panamy nie chciał tańczyć tak, jak grały Stany Zjednoczone. Domagał się zwrócenia kanału Panamie i uszanowania jej niezależności (jakieś skojarzenia?). W 1977 roku wynegocjował nowe porozumienie z prezydentem Carterem. Traktat zwracał Kanał i Strefę Kanału w ręce Panamczyków. Był to olbrzymi sukces negocjacyjny Torrijosa. Johna Perkinsa, ekonomistę od brudnej roboty, wysłano do Panamy, żeby przywołał prezydenta do porządku. Torrijos powiedział mu wprost: „Wiem, że jeśli przyłączę się do waszej gry, będę bogaty, ale to mnie nie interesuje. Chcę pomóc moim najuboższym rodakom”. Warto w tym miejscu przypomnieć zbieg okoliczności związany ze zmianą rządów w USA. W listopadzie 1980 roku Jimmy Carter przegrał wybory prezydenckie z Ronaldem Reaganem. Człowiek, który podpisał traktat zwracający Kanał Panamski, został zastąpiony przez hollywoodzkiego aktora, który w kampanii wyborczej w temacie Kanału Panamskiego mówił: „My go kupiliśmy, my za niego zapłaciliśmy i jest on nasz”. Reagan był pod ogromnym wpływem prezesów korporacji, banków, wojska i ludzi, którzy tylko pozornie byli jego podwładnymi. Do tego grona zaliczali się wiceprezydent George Bush, sekretarz obrony Caspar Weinberger oraz Richard Cheney i Robert McNamara. Jak pisał John Perkins: „Reagan miał promować to, co było celem tych ludzi: Stany Zjednoczone, które kontrolowałyby świat i wszystkie jego zasoby; świat słuchałby rozkazów Ameryki; amerykańskie wojsko, które egzekwowałoby tworzone przez nas zasady; międzynarodowy system handlowy i bankowy, które wspierałyby Stany Zjednoczone, jako kraj stojący na czele globalnego imperium”. Prezydent Panamy domagał się również zamknięcia słynnej Szkoły Ameryk i centrum szkoleniowego amerykańskiej armii w Strefie Kanału Panamskiego. Siły zbrojne Stanów Zjednoczonych zachęcały dyktatorów i prezydentów Ameryki Łacińskiej, żeby wysyłali na szkolenia swoich ludzi do tych placówek. Tutaj szkolili się do przeprowadzania tajnych operacji, „zwalczania komunizmu” i ochrony korporacji naftowych. „Torrijos dla administracji republikańskiej był człowiekiem niewygodnym. Administracja Ronalda Reagana czuła się zagrożona planami budowy nowego kanału na poziomie morza, z udziałem Japonii. Pozbawiłoby to amerykańskie firmy budowlane lukratywnych kontraktów” – wspomina Jan Iwanek. Ponadto, Torrijos sprzeciwiał się obecności amerykańskich baz wojskowych na terytorium Panamy. Dla amerykańskich wojskowych było to nie do zaakceptowania, biorąc pod uwagę geostrategiczne znaczenie Przesmyku Panamskiego i Panamy. Perkins o Kaczyńskim 19 stycznia 2018 roku radio RMF FM opublikowało rozmowę z Johnem Perkinsem pt. „Ekonomiści w skórach hien i mokra robota szakali”. Oto jej fragment: „Bogdan Zalewski: Napisał Pan, że prezydent Ekwadoru Jaime Roldós Aguilera oraz przywódca Panamy generał Omar Torrijos zostali zamordowani przez amerykańskich agentów, bo sprzeciwiali się interesom amerykańskich globalistów. Jakie ma pan dowody na tę tezę? John Perkins: Nie ma żadnych dowodów, nie ma absolutnej pewności, nie ma „dymiącej strzelby” (materiału bezpośrednio obciążającego). Jednak jest wiele okoliczności, które na to wskazują, jak to opisałem w mojej książce. Na przykład, silniki samolotu, który spadł z Torrijosem na pokładzie, były sprawdzane w laboratoriach i zostało ustalone, że ten wypadek nie wyglądał tak, jak go opisywano. Świadkowie twierdzą, że nikt nie brał udziału w oględzinach miejsca katastrofy oprócz amerykańskiego wojska oraz miejscowych oficjeli, którzy stali po stronie armii USA. Są więc poważne poszlaki, ale nie ma absolutnie żadnych dowodów na zamach. Ja po prostu w to wierzę, tak jak większość ludzi, którzy zajmowali się tą sytuacją. (…) Bogdan Zalewski: Polski prezydent Lech Kaczyński, polscy generałowie i nasza elita zginęli w bardzo tajemniczych okolicznościach. Wielu Polaków uważa, że to nie był wypadek. Powodem tej tragedii mogła być polityka gazowa, rosyjska polityka. Czy pan wierzy w to, że to mógł być zamach? John Perkins: Nie mam pojęcia. Nie spekuluję o sprawach, o których niczego nie wiem, oprócz tego, co przeczytałem w prasie. Rozmawiam o historiach, w których brałem udział, o których, jak wierzę, coś wiem. Nie mam pojęcia, co się stało z tym samolotem”. W temacie rozmów radiowych jeszcze jeden trop. Tym razem fragment z Radia Wnet z 12 kwietnia 2022 r.: „Miałem zaszczyt uczestniczyć w uroczystościach upamiętniających prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz członków towarzyszącej mu delegacji, którzy zostali brutalnie zamordowani przez Putina 12 lat temu”. Kim jest autor tych słów? To Christopher C. Miller, były sekretarz obrony USA, szef Pentagonu. Emerytowany wojskowy, który brał udział w operacjach w Afganistanie (2001) i Iraku (2003). Od 1993 roku służył w siłach specjalnych wojsk lądowych USA. Wypadki czy zamachy Czy prezydenci Polski, Ekwadoru i Panamy zginęli w wypadkach lotniczych czy w zamachach politycznych? Jak na wypadki lotnicze to dużo „zbiegów okoliczności” i potężne interesy w tle. Kiedy pod fakty można podpiąć każdą z hipotez, prawda staje się dobrem luksusowym, zarezerwowanym tylko dla uprzywilejowanych. Pozostaje nam więc rozglądać się szeroko, łączyć kropki i obserwować, kto zyskuje, a kto traci. Dla każdego, kto interesuje się historią CIA czy FSB (KGB) to żadne odkrycie, że mocarstwa używają „szakali”, kiedy ekonomiści od brudnej roboty zawodzą, a wszczęcie wojny nie wchodzi w grę. Dla zainteresowanych polecam książki „Zaskocz, zabij, zniknij” (historia tajnych akcji i zabójców z CIA) oraz „Korporacja zabójców” (Rosja, KGB i prezydent Putin). A jakie jest Twoje zdanie? Pisz na adres e-mail: @ *Sprostowanie z 29 kwietnia 2022: Krzysztof Knyż, operator Faktów TVN, nie rejestrował na żywo miejsca katastrofy. Przepraszam za błąd i dziękuję czytelnikom za zwrócenie na niego uwagi. Tajemnice morderczego fachu w służbach specjalnych. Kilka lat temu Agencja Wywiadu rozpisała przetarg na amunicję .22 Long Rifle. Oficjalnie jest to amunicja sportowa. Nieoficjalnie, jest to ulubiona broń zabójców z izraelskiego Mossadu czy amerykańskich wojsk specjalnych. Dlaczego? Otóż wbrew obiegowym opiniom, strzał w głowę z broni palnej często nie jest śmiertelny. Natomiast strzał z .22LR dokonuje masakry mózgu. Ten kaliber ma bowiem wystarczającą siłę, aby przebić jedną ścianę czaszki, ale nie wyleci, tylko zacznie rykoszetować wewnątrz. Czy to oznacza, że w polskich służbach specjalnych działa „komando śmierci”? Bynajmniej. Nikt na to pytanie nie odpowie. Ale jeżeli by działało, to właśnie używałoby amunicji .22LR. Czy służby specjalne nawet w „demokratycznych” państwach mordują? Oczywiście! Zniknięcie niewygodnej osoby to najskuteczniejsze narzędzie w tym fachu. Duszą, topią, wieszają, trują i zatłukują na śmierć. To wszystko dzieje się bezkarnie, bowiem w interesie państwa. Szwadrony śmierci znajdują się na utrzymaniu niemal każdego współczesnego państwa. Nie bez powodu nikt nie rozliczył specjalistów od „mokrej roboty” generałów Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka, którzy za ich wiedzą i na ich polecenie mordowali niewygodne osoby. Po prostu byłoby trudniej o znalezienie równie dobrych następców, gdyby w tym fachu groziła odpowiedzialność karna. Niewygodna prawda James Bond XXI wieku najpewniej jest Francuzem. Tak przynajmniej wynika z doniesień na temat francuskich służb, których wyroki śmierci ma zatwierdzać Prezydent Republiki. Zachodnie media jeszcze rok temu były zelektryzowane wiadomościami na temat prezydenta Francois Hollanda, który osobiście podejmował decyzję o przeprowadzeniu likwidacji. Prezydent V Republiki ma ściśle tajną listę, na której znajdują się nazwiska podejrzanych o terroryzm, którzy mają „wyparować”. Taka lista to już podobno długa tradycja w Pałacu Elizejskim. Już prezydent Mitterrand miał dawać przyzwolenie na morderstwa przez służby. Jednak nigdy nie brał odpowiedzialności za takie akcje. Podobną politykę miał uprawiać prezydent Chirac. Oporów przed wydawaniem wyroków śmierci miał nie mieć Nicolas Sarkozy. Taki obraz realiów sprawowania władzy we Francji wyłania się z książki Vincenta Nouzille – „Zabójcy w imię republiki”. Pojawiają się zarzuty kierowane pod adresem Francji, że tylko dzięki limitowanemu terrorowi ma status mocarstwa. Prawda jest jednak inna. Mocarstwa nie mogą sobie pozwolić na funkcjonowanie bez licencji na zabijanie. Francuskie służby specjalne i tak mają opinię najbardziej wyrachowanych i bezwzględnych służb. Schwytanym szpiegom podobno dają dwa wyjścia. Pierwsze, to pozostawanie zatwardziałym i powolna śmierć w męczarniach. Drugie polega na nawiązaniu współpracy ze służbami Republiki, co jest wynagradzane szybką śmiercią. Francuski wywiad od dawna jest znany ze swojej brutalności. Dlatego doniesienia prasowe na temat listy śmierci nikogo nie dziwią. Co więcej, rząd francuski nawet specjalnie nie zaprzeczał tym doniesieniom. Francja, choć zapewne by chciała, to nie jest wyjątkiem. Istnieją też inne kraje, których służby posuwają się do tego typu czynów. Chiny, Rosja, USA to tylko początek listy. W zależności od służby i kraju, inny jest sposób wykorzystywania tego instrumentu. Służby Izraela nie likwidują przeciwników politycznych, a jedynie tych, którzy zagrażają bezpieczeństwu tego kraju w nieustającym stanie zagrożenia. USA w zasadzie od 11 września 2001 r. są w stanie wojny, toteż likwidacja terrorystów jest postrzegana jako czyn bohaterski. Francja natomiast likwiduje terrorystów formalnie będąc w stanie pokoju… Wszystko w tajemnicy Licencja na zabijanie nie oznacza, że oficer wywiadu w biały dzień może wpaść do biura czy restauracji, wyciągnąć broń i zastrzelić cel wskazany mu przez szefostwo. Tego nie wytrzymałaby najbardziej bezwzględna dyktatura. Grunt w tym fachu, to dyskrecja. Każda sytuacja, w której morderca zostanie nakryty lub zostaną ślady umożliwiające identyfikację jego osoby lub zleceniodawcy, to olbrzymia wpadka. Wyjątkiem jest jedynie sytuacja, w której mamy do czynienia z tzw. morderstwem z podpisem. Przykładów jest wiele. Ostatnim, najgłośniejszym, jest oczywiście morderstwo Aleksandra Litwinienki. Były podpułkownik KGB/FSB zbiegł na Zachód, gdzie głośno występował przeciwko polityce prowadzonej przez prezydenta Federacji Rosyjskiej – Władimira Putina. W jego wypadku chodziło o przestrzeżenie innych, podobnych dysydentów, przed podobną działalnością. Eliminacja byłego podpułkownika FSB była celem równorzędnym z wysłaniem jasnej wiadomości do jemu podobnych. Brzmiała ona: „żarty się skończyły”. Otrucia Jedna z najbardziej ulubionych i rozpowszechnionych form morderstw popełnianych przez służby specjalne na przeciwnikach politycznych w Europie. Została spopularyzowana w czasach renesansu. Do polskich służb specjalnych wprowadziła je królowa Bona. Współcześnie trudno o służbę, która nie korzysta z trucizn, neurotoksyn czy zwyczajnie materiałów promieniotwórczych do otrucia figurantów. Dobór trucizny zależy od celu, jaki chcemy osiągnąć. Litwinienko został otruty przy pomocy izotopu Polonu 210. W listopadzie 2006 r. Litwinienko prowadził śledztwo w sprawie śmierci Anny Politkowskiej. Nagle wystąpiły u niego silne objawy zatrucia. Trafił do szpitala, z którego wyszedł po kilku dniach. Wkrótce powrócił do szpitala z podejrzeniami ciężkiego zatrucia nieznaną substancją. Wówczas pojawiły się pierwsze pogłoski o otruciu rosyjskiego dysydenta. W nocy z 23 na 24 listopada 2006 r. Litwinienko zmarł w męczarniach. Lekarze spodziewali się zatrucia związkami talu, który bywa wykorzystywany do trutek na szczury. Badania toksykologiczne nie wykazały obecności talu w organizmie. Znaleziono za to silnie radioaktywny i toksyczny izotop polonu 210. Jak wykazało śledztwo, polon został podany mu w herbacie. Jeżeli chodzi o trucizny, swoje za uszami mają też amerykańskie służby. To CIA ma być wynalazcą pistoletu na wodę wywołującego zawał serca. W czasach zimnej wojny służby obu supermocarstw szukały sposobów na dyskretne likwidowanie swoich przeciwników. Chodziło nie tylko o zabicie Fidela Castro czy innego watażki. Ważne, aby śmierć wyglądała na zupełnie przypadkową lub naturalną. Specjalny pistolet wypełniony roztworem wody. Wystrzelony strumień wody zawiera kapsułkę z neurotoksyną pozyskiwaną od mięczaków morskich. Kapsułka przenika do ciała ofiary, po czym ulega rozkładowi lub rozerwaniu, uwalniając śmiercionośne substancje. Ofiara do czasu śmierci odczuwa jedynie drobne ukłucie lub w ogóle nic nie czuje. W wyniku zatrucia ofiara dostaje nagłego ataku serca i umiera niemal błyskawicznie. Zanim przeprowadzone zostaną badania toksykologiczne, trucizna ulega rozkładowi i wszystko wygląda na zgon naturalny. Tajemnica pistoletu na wodę, który zabijał, została po raz pierwszy ujawniona w 1975 r. podczas obrad amerykańskiej komisji Franka Church’a – amerykańskiego prawnika i obrońcy praw człowieka. Jak donoszą dysydenci CIA, broń jest używana nawet obecnie. Naturalne predyspozycje Śmierć poprzez nagły atak serca ma jedną wadę. Jeżeli ma zostać nie wykryta lub komentowana szeroko w mediach, nie może nastąpić u zdrowej młodej osoby. To ogranicza pole manewru i środki. Dlatego profesjonalny morderca zanim przystąpi do realizacji zlecenia sprawdzi dokładnie stan zdrowia swojego figuranta. Być może posiada zdiagnozowany tętniak. Wówczas wystarczy jedynie wykorzystać naturalne predyspozycje ofiary. Samo podanie środków powodujących nagły i niekontrolowany wzrost ciśnienia krwi może być wystarczające. Obecnie trwają zaawansowane badania nad kontrolowaniem ciśnienia krwi przy pomocy mikrofal i fal radiowych. Neurologiczne badania przeprowadzone na terenie USA wykazały, że mózg ma określone częstotliwości dla każdego dobrowolnego ruchu o nazwie nastawienie przygotowawcze. Przez strzał w klatkę piersiową wiązki mikrofal zawierających sygnały ELF można wywołać zdalnie atak serca. Serce może zostać wprawione w chaotyczny stan, czyli atak serca, który nadwyręży zaleczonego tętniaka lub inne schorzenie. Rak na zamówienie Gdy jednak służby mają do czynienia ze zdrową, silną i młodą osobą, rozwiązaniem może być wywołanie nowotworu. Wówczas powolna i długa śmierć z czasem eliminuje ofiarę, a jej nowe problemy życiowe sprawiają, że nie jest już zagrożeniem. W czasach zimnej wojny z wywoływania nowotworów słynęła Stasi. Najbardziej wytrwałych figurantów zamykano w ołowianych pomieszczeniach i poddawano naświetleniu promieniami rtg – czyli popularnymi promieniami rentgena. Efektem była białaczka lub inne nowotwory. Tuż po upadku muru berlińskiego członkowie komitetów obywatelskich NRD zapełniali więzienia w całych Niemczech Wschodnich. Znaleziono wówczas potężny sprzęt rentgenowski. Urządzenia te nie znajdowały się w centrach medycznych, ale w miejscach, w których fotografowano więźniów. Thomas Auerbach badający działalność Stasi stwierdził, że widział dokumenty, które udowadniają, że przeprowadzano eksperymenty badające potencjalne zastosowanie dla promieniowa rtg jako środka otrucia i sabotażu. Obecnie służby specjalne potrafią wywołać raka w sposób nieświadomy u ofiary. Co więcej przeprowadzono w ten sposób już egzekucje. Już w latach 30-tych ubiegłego wieku prowadzono badania nad „zarażaniem” nowotworami. Obecnie nauka nie ma wątpliwości, że rakiem można się zarazić. Brzmi niewiarygodnie, a jednak. Świat onkologii uznaje, że 18 proc. zachorowań na nowotwory złośliwe to efekt zakażeń rakotwórczymi wirusami, bakteriami i pasożytami. Przykłady takich zarażeń były przywoływane w trakcie obrad komisji Church’a, tej od pistoletu na wodę wywołującego śmierć. Seryjni samobójcy Niektórzy „szczęściarze”, których nie można zabić inaczej, kończą z życiem sami. Przynajmniej taka jest oficjalna wersja. Seryjni samobójcy to termin ukuty w naszej szerokości geograficznej, który odnosi się do wypadków trudno wytłumaczalnych samobójstw. Osoby pozornie bez problemów, które nie miały długów, miały poprawną sytuację w życiu rodzinnym lub są zdrowe – nagle popełniały samobójstwo. Łączą je za to związki z pewnymi sprawami, interesami lub postępowaniami sądowymi. Tu spektrum zabójstw jest równe spektrum śmierci popełnianych przez rzeczywistych samobójców. Powieszenie to najpopularniejsza forma popełnienia samobójstwa. Wymaga jednak aby „wieszający się” dał się powiesić lub był na tyle nieświadomy, aby tego nie odczuwał. Potrzebne są do tego środki farmakologiczne, które mogą zostać wykryte w czasie sekcji zwłok. Powieszenie figuranta ma tę wadę, że wymaga dobrej legendy czyli motywów. Konieczne jest dobranie odpowiedniego miejsca. Samobójcy popełniając ten czyn wybierają znajome miejsca. Wszystko przez poczucie wstydu, które im doskwiera. Bardzo znikomy procent samobójców wybiera nowe miejsca jako miejsca, w których dokończą żywota. Wybierają też miejsca ustronne. Dlatego większość „seryjnych samobójstw” ma miejsce w domach lub firmach. Wówczas nie trudno o dekonspirację mordercy. Wymaga to też poznania zachowań przyszłej ofiary. Miejsc, w które się udaje etc. Gdy ofiara posiada broń, sprawa jest jeszcze prostsza. Wystarczy wejście w jej posiadanie i postrzelenie pod odpowiednim kątem – do czego potrzebne są wysokie kwalifikacje strzeleckie. Ofiarę można też zepchnąć z wysokości. Tu ryzyko jest spore, bowiem wymaga odpowiedniej wysokości no i zawsze można popełnić błąd. Wystarczy, aby mężczyzna wypchnięty z 6. piętra uderzył spadając w dół o antenę satelitarną na trzecim piętrze aby jego ciało wyhamowało. Obrażenia, które ostatecznie by powstały, najpewniej doprowadziłyby do ciężkiego kalectwa lub śmierci. Jest jednak ryzyko, że figurant opowiedziałby co go spotkało zanim spadł, w drodze na tamten świat. Podobnie rzecz się ma gdyby spadając, zaliczył miękkie lądowanie. ———— Całość w najnowszym numerze. Opublikowano: 2010-12-22 13:18:08+01:00 · aktualizacja: 2011-08-03 18:38:30+02:00 Dział: Polityka Polityka opublikowano: 2010-12-22 13:18:08+01:00 aktualizacja: 2011-08-03 18:38:30+02:00 Prokuratura wojskowa nie wyklucza odtajnienia materiałów z sekcji zwłok Lecha Kaczyńskiego, aby rozwiać pojawiające się w ostatnich dniach wątpliwości związane ze stanem zwłok oraz spekulacje dotyczące pochówku. Nie wykluczamy odtajnienia materiałów dotyczących sekcji zwłok pana prezydenta i jego pochówku. Decyzja w tej sprawie należy do prokuratora prowadzącego śledztwo oraz wniosku rodziny świętej pamięci pana prezydenta. – tłumaczy w rozmowie z „Faktem" rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej, pułkownik Zbigniew Rzepa. Z nieoficjalnych informacji, które uzyskali reporterzy „Faktu" wynika, że prokuratorzy cały czas spierają się, czy należy ujawnić materiały z sekcji zwłok Lecha Kaczyńskiego, czy nie. Zgodnie z przepisami prokuratura bez odpowiedniego wniosku ze strony rodziny nie może sama z siebie zdecydować o odtajnieniu materiałów sekcyjnych. Informator „Faktu" podkreśla, że tego typu praktyka nigdy nie miała miejsca, a kluczowe w odtajnieniu akt sekcyjnych zawsze są wnioski rodziny. Pełnomocnik rodziny Kaczyńskich mecenas Rafał Rogalski zapewnia, że decyzja w sprawie ewentualnego wniosku o odtajnienie materiałów z sekcji zwłok prezydenta zostanie podjęta po dokonaniu ponownej analizy akt. Źródło: Faktpedro Publikacja dostępna na stronie:

zdjęcia z sekcji zwłok kaczyńskiego bez cenzury